W chaosie struktury, czyli hologramy wolnych elektronów.

Znam ludzi, którzy potrafią oddychać dopiero wtedy, kiedy chaos zaczyna układać się w linię.
Ci ludzie tworzą struktury.
Przy czym warto już na samym początku rozróżnić rdzeń struktury od jej współczesnych konotacji. 
Pierwotnie, semantycznie structure to układać, składać razem, budować i oznacza proces a nie stan. Potocznie zaś często się przyjmuje, że coś strukturalne, to zachowawcze i usztywnione. 
Z moich codziennych konfrontacji z destrukturalnymi sytuacjami doszłam do dość ciekawego wniosku. Aby kreować strukturę niezbędne są min. dwie zmienne: WIEDZA i PERSPEKTYWA.
Oznacza to, że realne możliwości stworzenia struktury tam, gdzie jej nie ma są możliwe tylko wówczas, gdy twórca jest jednocześnie i specjalistą i holistą. Stąd w realnym i intencyjnym procesie budowania jest to trudne. Samozwańczy solo strukturo-stanowiący, to moim zdaniem układ oportunistyczny.
Stąd refleksja  –  chaosu nie uporządkuje struktura stanu a struktura procesu.
Studium przypadku – szkoła a rodzina z diagnozą. Nie będzie nic odkrywczego kiedy powiem, że zdiagnozowany uczeń ma niezdiagnozowanych rodziców, a przynajmniej jednego, po którym oprócz wzrostu i poczucia humoru odziedziczył hologram wolnych elektronów. Często jest tak, że zrozumienie rodzica nie wynika tylko i wyłącznie z jego bezwarunkowej miłości, ale i podobnego odczuwania ludzi, podobnej emocjonalności i chęci, aby świat po prostu akceptował.  Dom tej rodziny to struktura procesu, współdzielenie i współodczuwania.
Szkoła to struktura stanu, gdzie często wydaje się, że wiedza specjalistyczna jest wystarczająca. Ale to nie jest wiedza o konkretnym dziecku: jego stylu myślenia, bodźcach, progu przeciążenia, rytmach, reaktywności, łańcuchach zachowania, stresorach, sposobie regulacji. To nie jest wiedza o konkretnej rodzinie. Szkoła, aby stworzyć strukturę procesu potrzebuje perspektywy holistycznej, czyli zrozumienia tła. Szkoła ma dostęp tylko do fragmentów. Rodzic ma pełny obraz. Dlatego tylko rodzic (lub terapeuta, który zna dziecko w zaufaniu relacyjnym) może próbować ogarnąć całość i tworzyć strukturę, która ma sens.
Szkoła działa zadaniowo, schematycznie, modułowo, dyrektywnie –  to jest konstrukcja instytucjonalna, nie relacyjna. Szkoła nie będzie miała codziennej obserwacji, kontekstu domowego, tła emocjonalnego, dynamiki dnia, mikroregresji, mikroprzeciążeń, sposobów reagowania na stres ucznia/dziecka.
Pedagog musiałby z taką rodziną zamieszkać. To dokładnie to, czego brakuje szkole do uzyskania wiedzy i perspektywy, które są niezbędne, żeby ułożyć REALNĄ strukturę procesu.
Szkoła może wyciągnąć tylko jedną nitkę
Szkoła może: zadbać o komfort edukacji, dostosować poziom trudności, zmniejszyć ilość bodźców, dać przerwę sensoryczną, unikać konfrontacyjnego stylu. To są pojedyncze nitki. Ale nie może: zmienić modelu rodziny, zmienić środowiska codziennego, funkcjonować w logice neurotypowej i neuroatypowej naraz.
„Szkoła nie jest w stanie dopasować rodziny do siebie, a rodzina nie jest w stanie dopasować się do modelu szkoły.” To jest prawda, a nie pretensja. To diagnoza systemowa.
Rodzina nie potrzebuje edukatora, trenera, punktatora, a tylko wyciągnięcia jednej nitki. Tej, w której szkoła ma kompetencje – educere 😇✨
Moje rozumienie wynika z: realnej znajomości tematu, intuicji systemowej, wysokiej samoświadomości.

Zostaw komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Koszyk